W rocznicę rzucenia pracy. Czy zrobiłabym to raz jeszcze?

IMG_5729

Najcięższy jest dzień, w którym po 6 latach pracy musisz oddać laptopa, komórkę, kartę kredytową, kartę na siłownię, kartę prywatnej opieki medycznej, kluczyki do samochodu (itd., co tam komu dano).

Wyszłam z budynku – był ciemny, zimowy wieczór 14 stycznia 2013 roku. Byłam szczęśliwa i jednocześnie przerażona. Chciałam zadzwonić, podzielić się z kimś swoimi odczuciami. Często gdzieś dzwoniłam po wyjściu z biura. Na koszt firmy, więc nie liczyłam się z kosztami. Sięgnęłam po telefon. Telefonu nie było. Nie było też kariery, stanowiska i (jak na mnie) stabilnego życia.

Był czas kiedy kochałam swoją pracę. Mogłam pracować dniami i nocami. Nadgodziny traktowałam jak przywilej a nie obowiązek. Inni mieli domy, rodziny, życie towarzyskie. Ja miałam pracę.

Nie będę opisywała jak do tego doszło. Ważne, że 5 lat później czułam fizyczny ból i zniesmaczenie na samą myśl o kolejnym dniu w biurze, o kolejnej prezentacji, o kolejnym spotkaniu. Ludzie byli kochani, warunki bardzo dobre. Problem nie był w otoczeniu. Problem był we mnie.
Jedyne pocieszenie znajdowałam w sobotnich zakupach. Sukieneczki, żakieciki, buciki.

Czułam, że coś jest nie tak, ale nie wiedziałam co. Myślałam, że muszę zmienić pracę, otoczenie…że coś muszę zmienić.

Na początku nie przyszło mi do głowy, że mogę zostawić pracę i nie mieć nowej. Takie rzeczy rozsądnemu człowiekowi do głowy po prostu nie przychodzą.

Był 14 stycznia 2012 roku. Wieczór w biurze. Na dworze ciemno, zimno i deszcz. Styczniowa Anglia. Podeszłam do automatu z kawą. Stała tam koleżanka. Nowa. Mało o niej wiedziałam. Rozmowa przy automacie 14 stycznia 2012 zmieniła moje życie.

Nowa koleżanka opowiedziała mi swoją historię o tym, jak mając 3-miesięczne dziecko, ona i jej mąż tego samego dnia złożyli wypowiedzenia i miesiąc później pojechali do Hiszpanii cieszyć się pierwszymi miesiącami życia córki. Wrócili rok później.
– Nic się przez ten rok nie zmieniło. Szukaliśmy pracy przez kilka miesięcy, ale jak ją znaleźliśmy, wszystko było tak samo – powiedziała na koniec naszej rozmowy.

Usiadłam z kawą do biurka. „Szalona! Jak można zostawić wszystko i pojechać…I to z dzieckiem!” – pomyślałam.

Ale myśl o tym, że tak w ogóle można padła na podatny grunt i z czasem wykiełkowała. Najpierw słabiutka – gdzieś pod stosem innych myśli, oczekiwań, ambicji i przede wszystkim strachu.

Do czegoś w tym swoim życiu już doszłam. CV wyglądało bardzo dobrze. Praktyki w Rosji, rok na Tajwanie, potem wspinanie się po firmowej drabince kariery – najpierw w Polsce, potem w Anglii. Projekty lokalne, regionalne, globalne. Odpowiedni czas spędzony na każdym kolejnym stanowisku. Strach, że się to wszystko przerwie i straci był naprawdę olbrzymi.

Dokładnie 10 maja – 5 miesięcy po rozmowie z koleżanką, w dniu moich 33 urodzin, postanowiłam, że nie ma co dalej bić się z myślami, że trzeba być w życiu odważnym i ‘kolekcjonować mocne wrażenia’. Podjęłam decyzję – jadę do Ameryki Południowej.

10 maja 2012 roku skończyły się sukieneczki, buciki, żakieciki a zaczęło się oszczędzanie.
Każdą rzecz przeliczałam na dni w podróży. Zmieniłam mieszkanie. Zamiast całego mieszkania dla siebie, miałam teraz malutki pokoik z materacem. Każde nie-wyjście, nie-kupienie, każda oszczędność sprawiała mi radość. I tak było do dnia, w którym wyszłam z biura bez komórki.

Czasem się tęskni. Za łatwością życia, za przewidywalnością. Za wstawaniem rano, ubieraniem się, malowaniem, za tym, że nie trzeba się martwić o nic. Stała pensja, ubezpieczenie, kontrakt, przywileje, pozycja. Nie wiem kiedy i czy to jeszcze kiedyś będę miała. Ale czy zrobiłabym to jeszcze raz?

Tak.

Zdjęcie zrobione w którymś z hosteli w drodze do Machu Picchu.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Przemyślenia ogólne i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

6 odpowiedzi na „W rocznicę rzucenia pracy. Czy zrobiłabym to raz jeszcze?

  1. Wiem ze zrobilabys to jeszcze raz, ja tez bym to zrobila na twoim miejscu, i na swoim chyba rowniez. Ale czytelnikom ktorzy cie nie znaja brakuje troche uzasadnienia.

  2. SR pisze:

    Haha normalny syndrom wypalenia zawodowego po pracy w korpo. Ale podziwiam i gratuluje odwagi oraz bloga (tudzież blogu!) Śledzę go z niekłamaną uwagą i ciekawością co się wydarzy dnia kolejnego.
    Ten co rozmroził lodówkę z kotletami od mamy w Aylesbury :o))

  3. US-lovers pisze:

    Cześć! Zobaczyłam maila „Kijkowna is now following your blog”, kliknęłam w link „W rocznicę rzucenia pracy” i… już wiem, że też będę śledzić kolejne wpisy. Bo ten tak mnie zainspirował, że zaczynam wybierać cel podobnej podróży! Pozdrawiam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s