(Prawie) krwawa historia, czyli o tym jak poznałam Tajemniczą Kobietę.

Dzwoneczek* jest pubem z historią długą. Jak mówią stare księgi, Dzwoneczek stał tu już w 1737 roku.

Stare puby są wyjątkowo urocze: krzywe drzwi, krzywe okna, krzywe ściany z kilkoma widocznymi warstwami farby, brak wyraźnych kątów w kątach, falista (żeby nie powiedzieć zapadająca się) podłoga…i wszystko skrzypi. Są stryszki, piwniczki, drzwiczki do nie wiadomo gdzie i okienka nie wiadomo po co.

Nie pub jednak miał się stać bohaterem mojego pierwszego wpisu o życiu w Dzwoneczku.

Pierwszy wpis chciałabym zadedykować pewnej Damie, która od pierwszego dnia mojego pobytu, usilnie próbuje zwrócić na siebie uwagę.

Dzisiejszy wpis dedykuję Mary.

Mary nie mówi, Mary nie chodzi, Mary nawet nie żyje, ale Mary jest…Mary jest duchem. Dziś zostałyśmy sobie nieoficjalnie przedstawione.

Skąd wiem, że Mary ma na imię Mary?

Nie wiem…ale stwierdziłam, że skoro „żyjemy” pod jednym dachem, to jakoś muszę się do niej zwracać**.

Skąd wiem, że Mary jest kobietą?

To akurat wiem, bo widziałam jej zdjęcie z czasów jak była młoda i piękna …. i żyła.

Jak się dowiedziałam o istnieniu Mary?

Mary „pojawiła” się w moim życiu już drugiego dnia po przyjeździe do Dzwoneczka. Jeszcze o niej nic nie wiedziałam a już czułam efekty jej bytności. Moje rzeczy zaczęły zmieniać swoje miejsca położenia. Byłam pewna, że położyłam coś w jednym miejscu a potem znajdowałam to coś w innym. Przez kilka dni zrzucałam to na moją selektywną pamięć.

Wczoraj, tuż koło mnie, spadł nóż…duży i ostry…PRAWIE wbijając mi się w śródstopie.

Hmmm…dziwne, że tak spadł sam z siebie. Jakoś tak spadł niezgodnie ze znanymi mi prawami fizyki – zarejestrowałam.

Dziś, będąc w kuchni, spadł obok mnie cały kontener z długimi i ostrymi nożami, z wielgaśnymi łychami i innym żelastwem. Nikt szafki na której stał kontener nie ruszał, nikt niechcący niczego nie potrącił. Kontener jak stał, tak się przewrócił, wysypując swoją zawartość PRAWIE na moją głowę.

– Jak to się stało?! – pomyślałam lekko przestraszona i odwróciłam się do koleżanek w poszukiwaniu odpowiedzi. Una i Rachel (koleżanki z pracy) patrzyły na mnie z otwartymi ustami.

Słyszałaś już o Tajemniczej Kobiecie, Magda? – spytała Una. Idź do kominkowego i przeczytaj.

Poszłam. Obok kominka znalazłam tę oto tablicę

Bez tytułu

Tłumaczenie: Kilka pokoleń właścicieli lokalu oraz ich rodziny opowiadały o dziwnych „zjawiskach”, które mały miejsce w tym domu, w szczególności w pokoju kominkowym. Chociaż nigdy nie przybrała konkretnego kształtu, zjawiska te – znikanie rzeczy (a następnie odnajdywanie), zakłócanie prac wyposażenia piwnicy oraz uczucie spychania na bok na schodach prowadzących na górę, są przypisywane kobiecie. Podczas renowacji kominka, wypadło zeń zdjęcie przedstawiające kobietę – czyżby ta kobieta była odpowiedzialna za wszystkie te figle?

No to pięknie – pomyślałam.

Nie dość, że mamy skrzypiące drzwi, okna, podłogi, że mamy warstwy na ścianach, piwniczki, stryszki, drzwiczki do nie wiadomo gdzie i okienka nie wiadomo po co, które już same w sobie tworzą ostrzącą wyobraźnię atmosferę, to jeszcze do tego mamy DUCHA… I to ducha, który wyraźnie próbuje zwrócić na siebie uwagę…do tego stopnia wyraźnie, że mam wrażenie, że chce mnie zabić.

Zajęło mi to chwilę ale w końcu ochłonęłam.

Mieszkając w starym pubie nie należy oczekiwać, że wszystkie poprzednie pokolenia spakowały swoje dusze i wyniosły się w zaświaty. Mary akurat postanowiła zostać i być może nie powinno mnie to dziwić. Ponadto – wydedukowałam, jeśli Mary chciałaby mnie zabić, to by mnie zabiła. Te noże nie musiały przecież spadać OBOK mnie…

Mary nie chce mnie zabić…Mary chce zaznaczyć swoją obecność i pokazać kto tu rządzi.

Mając tę pozytywną konkluzję w głowie, chciałabym przywitać się oficjalnie z Mary, uznać jej bytność i zaproponować pewien pakt.

Nie wiem za bardzo jak rozmawiać z duchami a tym bardziej nie wiem jak postępować w przypadku zawierania z nimi paktów. Nigdy dotąd nie miałam przyjemności. Wychodzę jednak z prostego założenia, że jak coś jest napisane i przy świadkach, to ma to wartość zarówno dla ludzi jak i dla duchów.

A zatem…

Witaj Mary,

Mam nadzieję, że Ci bardzo nie przeszkadzam. Wiem, że to Twój dom a ja tu jestem tylko gościem. Postaram się ten fakt uszanować. Możesz przenosić moje rzeczy, jeśli Cię to śmieszy. I tak je jakoś znajdę…Możesz przepychać się ze mną na schodach, jeśli Ci śpieszno. Jakoś się na górę dodrepczę.

Proszę Cię w zamian o dwie rzeczy.

Po pierwsze, nie strasz mnie po nocach, bo mimo chęci zaprzyjaźnienia się z Tobą, jesteś duchem a ja się duchów boję, szczególnie w nocy.

Po drugie, proszę nie rzucaj już we mnie nożami. Są ostre i możesz przez pomyłkę we mnie trafić…a mi się do Twojego świata aż tak bardzo nie spieszy.

Z wyrazami najgłębszego szacunku,

Magda

PS. Ładne zdjęcie Mary 😉

IMG_2365

* Pozwalam sobie na przetłumaczenie i zdrobnienie nazwy „The Bell”. Łatwiej mi pójdzie później z odmianą.

**Mary…wybacz mi, jeśli nie masz na imię Mary a szczególnie mi wybacz, jeśli z jakiś powodów imienia tego nie lubisz.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii 10 tygodni w The Bell (2015). Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s