Dobroczynność na naszym podwórku, czyli komentarz Mamy Krysi do wpisu o dobroczynności Anglików

W ostatnim poście pisałam o dobroczynności Anglików. Mama Krysia, która ma na moim blogu swoją zakładkę, dodała swój komentarz – coś ze swojego podwórka.

Oto on:

Poprzez swoją niepełnosprawność i pracę zawodową* związana jestem ze środowiskiem, które często potrzebuje pomocy.

Często dobre słowo, pocieszenie, gest, bycie razem, są cenniejsze niż pieniądze. Rozumiemy to, ale wiemy też, że bez pieniędzy jest dużo trudniej.

Nam udaje się (na naszą małą skalę) połączyć jedno z drugim.

W babskim gronie częstym tematem są diety. Kto, ile i jak schudł (lub częściej, kto i ile przytył). Tematem towarzyszącym jest garderoba, która rośnie wraz z naszymi zmianami rozmiarów. Szafy pełne są rzeczy, których nie nosimy i nigdy nosić nie będziemy. Pomyślałyśmy, że trzeba coś z tym tematem zrobić – uporządkować szafy, dać możliwość noszenia naszych nienoszonych ubrań komuś innemu, wymienić rzeczy na pieniądze, które mogłybyśmy spożytkować na coś, co sprawiłoby nam radość.

Chciałyśmy oddać nasze rzeczy do ciuchlandu ale nikt nie chciał ich przyjąć, bo ponoć łatwiej sprowadzać rzeczy z tzw. Zachodu niż borykać się z naszymi.
Chciałyśmy sprzedać same ale przecież Urząd Skarbowy tylko czeka aby złapać biznesmenkę, która na kawałku tekturki, czy łóżeczku polowym rozłożyła swój towar, który mniej jest wart niż tzw. placowe.

Wychodząc z założenia, że kto nie chce szuka POWODÓW a kto chce szuka SPOSOBÓW, postanowiłyśmy wziąć sprawy w swoje ręce.

Naszym SPOSOBEM stało się pomaganie sobie nawzajem.

Na nasze babskie spotkania przynosimy dobre, często nowe rzeczy i wymieniamy je między sobą. Zabawy i śmiechu jest przy tym bardzo dużo. Komentujemy materiały, które bezczelnie kurczą się przez samo leżenie w szafie. Opowiadamy anegdoty o rozdzierających się pod naciskiem tkanki nie-mięśniowej spódnicach (one zawsze rozdzierają się w niewłaściwych okolicznościach). Składamy sobie wzajemnie obietnice, że od jutra przechodzimy na dietę, która w większości ma się ograniczyć do tzw. NŻT – nie żreć tyle.

Bawiąc się świetnie pozbywamy się zbędnych rzeczy. Na pożegnanie wrzucamy do kapelusza przysłowiową złotówkę, którą przeznaczamy na jakiś konkretny cel.

Nasze działanie to okazja do sprawiania sobie radości, do wspierania się w trudnych sytuacjach, do wyśmiania się, wypłakania, do naładowania akumulatorów.

Ksiądz Twardowski powiedział: Gdyby każdy miał to samo, nikt nikomu nie byłby potrzebny.

Tak! Bawmy się w dobroczynność nawet na swoim podwórku. Dawanie daje więcej radości niż branie.

*Mama Krysia przez wiele lat pracowała z osobami niepełnosprawnymi, najpierw jako nauczyciel, potem jako dyrektor szkoły specjalnej w Płocku.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Rodzina i Przyjaciele Królika, Tymczasem Mama.... Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s